Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli
(Ewangelia Jana 8, 32)
Lubimy chować pod dywan własne grzeszki. O cudzych łatwiej jest mówić. W tedy stać nas na oburzenie, gniew, złośliwość i szukanie sprawiedliwości. Zdobywamy się nawet na litość wobec tych pokrzywdzonych, którzy rzeczywiście cierpią. Ale ...
- Czy oburzając się na jawną niesprawiedliwość zawsze mamy czyste intencje i dobre myśli?
- Czy w oburzeniu nie kryje się również moja niechęć do osób o innych światopoglądach?
- Dlaczego tak szybko nam do uogólnień, że CAŁY KOŚCIÓŁ JEST DO BANI, bo do bani są niektórzy jego członkowie???
- Czy w ten sposób nie robimy to samo, co ci faryzeusze, którzy słusznie, bo według prawa chcą ukamienować jawnogrzesznicę za jej niecne czyny. To, co mówią o niej jest przecież prawdą.
Chyba, że:
- Nie tylko chodzi tutaj o mówienie samej PRAWDY, ale o to, w jakim celu ją mówimy.
- Mówimy część PRAWDY, aby stała się ona potwierdzeniem moich wyborów.
Zawsze mnie intrygowała ta scena z Ewangelii o spotkaniu Jezusa z cudzołożnicą Pytanie, które mi zostało do dnia dzisiejszego znowu zabrzmiało mi w uszach po przeczytaniu 'nowinek' o złym zachowaniu ludzi Kościoła:
Dlaczego Jezus się ociąga i tylko pisze coś na piasku?
Ostatnio pojawiają się takie nowinki o niecnych czynach sióstr Magdalenek, lub o przekrętach panów w czarnych sukienkach. Nie podejmuję się dyskusji na te tematy. Za mało wiem o okolicznościach, poza tym dopuszczam do siebie myśl, że takowe bezeceństwa mogły mieć miejsce. Na post o Magdalenkach w Irlandii chciałam nawet dać odpowiedź, ale mi się nie udało ... coś nie potrafię dobrze wklepać w komputerze. Postanowiłam więc odpowiedzieć na moim blogu.
Dobrze, że takie sprawy wychodzą na jaw. Nie można
żadnych grzechów zamiatać pod dywan i udawać, że jest dobrze, jak jest źle,
albo nawet okropnie źle. Życie w kłamstwie nigdy nie da dobrych owoców. Człowiek wszędzie może być potworem dla drugiego, nawet w Kościele, do którego
należę. Na moje szczęście pokładam ufność w Bogu, a na człowieka patrzę przez
pryzmat jego słabości; swoją też widzę i staram się jak mogę, by było jej w
moim życiu jak najmniej. Skłamałabym jednak mówiąc, że zawsze jestem kryształowa. Dochodzę do wniosku, że ja mam naprawdę szczęście... i na to moje
szczęście znam kilka osób z zakonów, w których dzieją się naprawdę wspaniale Boże
rzeczy. Przypuszczam bowiem, że gdybym znała tylko taki Kościół, o jakim mowa w nowinkach, wyrywałabym z niego, gdzie pieprz rośnie.
I jeszcze jedna refleksja, która mnie naszła ...
O ile trudniej uwierzyć w Boga tym, którzy jedynie z
takich niepełnych obrazów tworzą sobie całkowity obraz Kościoła ... nie ukrywam ...
jakoś smutno mi się zrobiło :(
***
(J 8,1-11)
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz.
O wielu grzechach ludzi Kościoła wiem i jest mi z ich powodu bardzo przykro. Czy są one jednak podstawą do tego, by wątpić w to, co Jezus w tym Kościele pozostawił? Moim zdaniem - NIE.
***
Ewagriusz dzisiaj musi poczekać, choć nie tak do końca ... bo według mojego planu miało być o demonie nieczystości.