Prawie wszyscy chcą mówić dzisiaj o miłości. Nawet w tedy, gdy pod tym słowem rozumieją całkiem coś przeciwnego. To takie modne i na czasie. Tym słowem można wielu kupić, oszukać i zamydlić oczy. W imię tego słowa można robić wiele przekrętów wmawiając innym, że to dla ich dobra się czyni ... z miłości do ich wolności i swobody działania.
Od początku mego blogowania ja również wiele o niej mówię. Prawie chcę ją rozebrać na czynniki pierwsze. I gdy przysłuchuję się niektórym rozmowom /nie powiem gdzie, aby nie zaczynać niepotrzebnej polemiki/ zaczynam się nieco martwić, aby moje słowa nie włożono do nieodpowiedniej szufladki, w której:
- miłość oddziela się od godności człowieka
- miłość miesza się z nieujarzmionym pożądaniem
- miłość potrafi zabijać, niszczyć, eliminować, wyzywać
- miłość godzi się na nazywanie zło - dobrem i odwrotnie
***
Zastanawiałam się dzisiaj nad tym, w jaki sposób odciąć się od tych, którzy na ustach mają słowo miłość, z którą absolutnie się nie utożsamiam. I chyba znalazłam na to sposób. Może nim zaskoczę wielu. Jest nim wyznanie wiary w to, że wyrzekam się szatana, który chce zabić MIŁOŚĆ, w którą ja wierzę.
Demon w dzisiejszych czasach jest niemodny. Mało kto będzie więc o nim mówił głośno. A wydaje mi się, że czas zacząć mówić o jego demagogii, albo demonologii ... jak kto woli.
Nasze oczy nie widzą Bożej Miłości tak samo
jak diabelskiej nienawiści

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz