No i dotarliśmy do ostatniego slajdu, który przygotowałam dla moich młodych wilczków z klasy VI. W ten sposób podprowadziłam ich do Jezusa. Na tym moja rola katechety wobec nich się kończy. Nie mogę za nich wybrać.
Ich decyzja musi być całkowicie wolna od nacisków z zewnątrz. Inaczej nie dorosną w wierze i jako dorośli nadal będą nosić "krótkie spodenki wiary", w których wygląda się co najmniej śmiesznie i niepoważnie.
Jutro piszą test kompetencji z wiedzy zdobytej w szkole podstawowej; za trzy miesiące opuszczą szkołę.
Test kompetencji z wiary przesunie się w czasie. Napiszą go swoim życiem. Jaką ocenę otrzymają - to dzisiaj wie jedynie Bóg. Będę Go prosić o miłosierdzie dla nich i dla mnie, bo bycie katechetą to nie taka prosta sprawa. Moją cenzurką przed Bogiem są bowiem moi uczniowie.
Dziś pisała moja córa :) A reszta w mailu :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, że zima nie pozwoliła mi jeszcze wyruszyć w drogę - dzięki temu mogę napisać komentarz pod Twoim postem, choć w lutym wydawałoby się to bardzo utrudnione.
OdpowiedzUsuńJakkolwiek z większością ludzi się zgadzam, stawiając ich punkt widzenia ponad swoim - kierują się wszak swoimi celami - to z ostatnim zdaniem Twojej notki zgodzić się nie mogę. Wiara to nie umiejętności, ale doznania i można kogoś wyszkolić w jakiejś dziedzinie, ale nie można nikogo nauczyć odczuwania piękna, wrażliwości czy swoistego pojmowania rzeczy, a jednym z elementów tego jest wiara.
Generał może odpowiadać za poziom wyszkolenia żołnierzy i ich zachowanie w walce - w wierze można tylko kogoś uczulić na postrzeganie pewnych aspektów, efektu nie można być pewnym. To się po prostu kłóci z sumieniem i wolną wolą, które każdy ma niepowtarzalne. :-)
Witaj :)
UsuńWIARA ... według mojego punktu widzenia to nie tylko doznania, wrażliwość, pojmowanie rzeczy duchowych. To także umiejętność wybierania dobra, które z reguły na początku wydaje się mniej atrakcyjne i przez to jest o wiele trudniejsze do realizacji. A pierwsze doznania z nim związane często są po prostu okropne.
Masz rację w tym, że nie mogę brać odpowiedzialności za "ich zachowanie w walce", bo tutaj każdy korzysta ze swojej wolnej woli i sumienia.
No i właśnie ... o to SUMIENIE mi chodziło w moim poście, rozumianym przeze mnie jako wewnętrzny głos Boży odczytywany w świetle prawd Ewangelii.
Jako katechetka wciąż o nim mówię, ale zawsze mi może ktoś zarzucić, że ... mówię inaczej ... i czynię inaczej, gdyż nie jestem osobą doskonałą i stale jestem na drodze nawrócenia. Czasami moim uczniom nie wystarczy Słowo z Pisma:
"Nauki jej słuchajcie, ale uczynków nie naśladujcie"
I w tedy zaczynają się usprawiedliwiać moją słabością i rezygnują z pójścia za Jezusem. Nie widzą, że ja także stale mam problem ze swoją grzesznością i pełnym pojmowaniem Ewangelii.
Kiedyś stanę przed Jezusem i mogę usłyszeć, że za mało świadectwa wiary we mnie zobaczyli moi uczniowie i dlatego nie mogli ruszyć z miejsca. I tego oskarżenia się lękam, gdyż nie powiem, że nie mają racji ... bo znam prawdę o sobie.
Mogę wprawdzie liczyć na Miłosierdzie Boże, gdyż naprawdę się staram żyć wiarą, ale zuchwałością z mojej strony byłoby mieć 100 % pewności, że to, co robię - robię najlepiej.
"Kiedyś stanę przed Jezusem i mogę usłyszeć, że za mało świadectwa wiary we mnie zobaczyli moi uczniowie i dlatego nie mogli ruszyć z miejsca. I tego oskarżenia się lękam..."
OdpowiedzUsuńNie usłyszysz nic takiego, więc nie lękaj się! :)
t.