Wiele rozmawiamy o miłości, ale czasem mi się wydaje, że serce nie potrafi sprostać umysłowi. I kiedy podejmuje próby kochania - serce nasze zaczyna się lękać własnych marzeń i tęsknot.
***
STĄD TO POWIEDZENIE JEZUSA - NIE LĘKAJCIE SIĘ!
Ile łaski nam potrzeba, aby te słowa stały się RZECZYWISTOŚCIĄ W NASZYM ŻYCIU!!!
Moja "DROGA" zaczęła się w dniu moich urodzin i wiem, że nie skończy się w dniu mojej śmierci, lecz będzie biegła dalej i dalej ... DOKĄD? ... ja to już wiem ... do domu Ojca w niebie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZY WIERZYSZ W MIŁOŚĆ?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZY WIERZYSZ W MIŁOŚĆ?. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 lutego 2011
piątek, 4 lutego 2011
ZOBACZYĆ SERCEM
Przypominam sobie spotkanie na uczelni z J. Vanier, od którego po raz pierwszy usłyszałam, że MIŁOŚCI NIE MOŻNA MYLIĆ Z LITOŚCIĄ. Postać niezwykła, można o niej poczytać w necie. Jego oczami spojrzałam po raz pierwszy z miłością na osoby niepełnosprawne fizycznie i umysłowo, o których mówił tak:
- "Przebywając z nimi można się naprawdę od nich nauczyć MIŁOŚCI, gdyż rozpoznają ją w mig, mając dar widzenia jej sercem".
Przekonałam się o tym później, gdy na mojej drodze pojawili się dwaj bracia chorzy na dystrophię mięśniową. Uczyłam ich kilka dobrych lat w domu. Patrzyłam na zanikające mięśnie i trudność zapamiętywania. Czasem miałam wątpliwości, czy w ogóle nadaję się na nauczyciela, bo owoce mojej pracy tak marne były. Oboje zmarli w wieku 16 lat. Gdy stoję nad ich grobem przypominam sobie rysunek, który otrzymałam w przeddzień śmierci od Andrzejka. Rysował go z Robercikiem. Prosty to był rysunek, wykonany słabiutką rączką braci, ale ... świeciło tam słonko na wieżę kościoła i anioły na chmurkach strzepywały ze skrzydeł wszelki kurz, a oni ... o dziwo ... stali na własnych nóżkach kopiąc piłkę ... a w dali Oko Pana Boga.
- "Przebywając z nimi można się naprawdę od nich nauczyć MIŁOŚCI, gdyż rozpoznają ją w mig, mając dar widzenia jej sercem".
Przekonałam się o tym później, gdy na mojej drodze pojawili się dwaj bracia chorzy na dystrophię mięśniową. Uczyłam ich kilka dobrych lat w domu. Patrzyłam na zanikające mięśnie i trudność zapamiętywania. Czasem miałam wątpliwości, czy w ogóle nadaję się na nauczyciela, bo owoce mojej pracy tak marne były. Oboje zmarli w wieku 16 lat. Gdy stoję nad ich grobem przypominam sobie rysunek, który otrzymałam w przeddzień śmierci od Andrzejka. Rysował go z Robercikiem. Prosty to był rysunek, wykonany słabiutką rączką braci, ale ... świeciło tam słonko na wieżę kościoła i anioły na chmurkach strzepywały ze skrzydeł wszelki kurz, a oni ... o dziwo ... stali na własnych nóżkach kopiąc piłkę ... a w dali Oko Pana Boga.
Subskrybuj:
Posty (Atom)