czwartek, 31 stycznia 2013

DOBRA MYŚL


Jeśli ktoś nie zgrzeszył w myślach, to nigdy nie zgrzeszy w uczynkach



Św. Maksym Wyznawca  
(ur. ok. 580 w Konstantynopolu, zm. 662 w okolicach Batumi) 
teolog grecki, święty Kościoła katolickiego i prawosławnego



Postanowiłam dzisiaj pójść śladem Św. Maksyma Wyznawcy. Mogliby się uczyć od niego ci, którzy zamiast wpierw pomyśleć podejmują decyzje, które potem kosztują wiele nerwów, upokorzeń i ludzkiego gniewu. 

PROSTA ZASADA


Zgodnie ze słowami św. Maksyma Wyznawcy każdy zły uczynek ma swoje źródło najpierw w naszych myślach. Chcąc mu zatem zapobiec, powinniśmy natychmiast odrzucić złą myśl, która pojawi się w naszym sercu. Początkowo taka myśl ma jeszcze małą moc. Wtedy właśnie najłatwiej ją pokonać. Pewien starzec tak objaśniał to swemu uczniowi: 

Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i mijasz gospodę. Z gospody tej dolatują do ciebie kuszące zapachy różnego rodzaju potraw. Ciągle jeszcze jesteś niezdecydowany, co zrobić – wejść do środka i zjeść czy też przejść obok. Od ciebie zależy, co uczynisz.

*** 
Zawsze mamy możliwość wyboru. Jeśli zdecydujemy się przyjąć zaproszenie, myśl ta zyskuje na mocy i staje się tym bardziej silna im dłużej prowadzimy z nią przyjazny dialog. W końcu jest tak silna, iż opanowuje nas całkowicie i w ten sposób stajemy się jej niewolnikami. Nie mamy już sił, by dłużej się jej przeciwstawiać. Osobiście nie mam nic do różnego rodzaju karczm i przydrożnych barów, ale baczniej się przyglądam potrawom, które serwują. Niektóre z nich prowadzą do głębokiej niestrawności i oby nie do śmierci duchowej, w której znane jest powiedzenie: 

... hulaj duszo, piekła nie ma...

A jak się okaże, że jest, to co w tedy zrobisz? Może więc warto za w czasu przyjrzeć się dokładnie temu co jesz i z czyjego talerza? Przecież nie od razu musisz uwierzyć w to, co ja już wierzę. Każdy ma możliwość dokonania własnego wyboru.

środa, 30 stycznia 2013

MYŚL NA NIESTRAWNOŚĆ


Gdy słucham niektórych wypowiedzi w mediach dochodzi do mnie, że mam do czynienia z pomieszaniem - poplątaniem. Tysiące sprzecznych ze sobą światopoglądów w jednym kotle, z którego ja, obywatelka wolnego kraju, mam karmić się do syta. Podają tę papkę do spożycia z prawa i lewa mówiąc, że zdrowa i wartościowa. A gdy jej nie chcę jeść - to słyszę /dzięki Bogu - jeszcze nie wprost/, że łamię konstytucję. Co za ohyda ... brrrrrrrrr!!!

Na odtrutkę więc proponuję fragment z pism Ojców Pustyni. Według mnie skorzystają na nim wszyscy, którzy mają już dość tego niestrawnego bełkotu.




Ewagriusz z Pontu - (345–399) 
mnich pontyjski, teolog, mistyk. Jeden z Ojców Pustyni.


Przypowieść o badaniu myśli.

Bądź "odźwiernym" swego serca i nie wpuszczaj żadnej myśli bez pytania. Pytaj każdą jedną myśl i mów do niej: Jesteś jedną z naszych, czy od naszego wroga? - A jeśli należy do domu napełni cię pokojem. Jeśli natomiast pochodzi od wroga, wprawi cię w zamieszanie przez gniew lub poruszy przez żądzę. [Listy 11].



wtorek, 29 stycznia 2013

MODA NA MIŁOŚĆ

Prawie wszyscy chcą mówić dzisiaj o miłości. Nawet w tedy, gdy pod tym słowem rozumieją całkiem coś przeciwnego. To takie modne i na czasie. Tym słowem można wielu kupić, oszukać i zamydlić oczy. W imię tego słowa można robić wiele przekrętów wmawiając innym, że to dla ich dobra się czyni ... z miłości do ich wolności i swobody działania.

Od początku mego blogowania ja również wiele o niej mówię. Prawie chcę ją rozebrać na czynniki pierwsze. I gdy przysłuchuję się niektórym rozmowom /nie powiem gdzie, aby nie zaczynać niepotrzebnej polemiki/ zaczynam się nieco martwić, aby moje słowa nie włożono do nieodpowiedniej szufladki, w której:

-  miłość oddziela się od godności człowieka
-  miłość miesza się z nieujarzmionym pożądaniem
-  miłość potrafi zabijać, niszczyć, eliminować, wyzywać
-  miłość godzi się na nazywanie zło - dobrem i odwrotnie

*** 

Zastanawiałam się dzisiaj nad tym, w jaki sposób odciąć się od tych, którzy na ustach mają słowo miłość, z którą absolutnie się nie utożsamiam. I chyba znalazłam na to sposób.  Może nim zaskoczę wielu. Jest nim wyznanie wiary w to, że wyrzekam się szatana, który chce zabić MIŁOŚĆ, w którą ja wierzę.

Demon w dzisiejszych czasach jest niemodny. Mało kto będzie więc o nim mówił głośno. A wydaje mi się, że czas zacząć mówić o jego demagogii, albo demonologii ... jak kto woli.


Nasze oczy nie widzą Bożej Miłości tak samo 

jak diabelskiej nienawiści 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

DOSKONAŁY, CZY ŚWIĘTY?

Czasem się zastanawiam - dlaczego Bóg oddał Swojego Syna w ręce człowieka...

- któremu jakże daleko jest do bycia doskonałym 
- którego NATURA jest taka, jaka jest 
- który częściej wybiera zło, niż dobro, chociaż pragnie czynić na odwrót  
- który mówi, że Mu wierzy, a za chwilę Go trzykrotnie zdradza jak Św. Piotr
- który Go sprzedaje za trzydzieści srebrników jak Judasz 
- który patrzy i nie widzi 
- który słyszy i nadal jest głuchy


Tak "po ludzku" patrząc to Jezus zrobił największy błąd w swoim życiu, który do tej pory odbija się przysłowiową czkawką w zasłyszanych wypowiedziach:

- przecież ten wierzący jest gorszy od tego, co nie chodzi do Kościoła .... 
- nic mu nie daje ta spowiedź, nadal jest świnią do entej potęgi .... 
- po co mam mówić kapłanowi o swoich niedoskonałościach, przecież to nonsens...
- ta katechetka jest jeszcze gorsza, niech lepiej spojrzy na siebie ...

Tak "po ludzku" patrząc ...

- gdyby kapłani byli doskonali to ludzie podziwialiby cuda, które czynią z wiarą
- gdyby katechetki były doskonałe nie byłoby tyle nudnych katechez 
- gdyby wierzący byli doskonali - niewierzący nie mieliby argumentów na swoją niewiarę

Chyba, że ... 

- nie o moralną doskonałość ...
- nie o doskonałe poznanie ...
- nie o ilość doskonałych modlitw, uczynków i postów ... 
- nie o doskonałą wiarę, lub niewiarę .... 
- a nawet nie o doskonałą Miłość bliźniego tu chodzi?

*** 
Dzisiaj przeczytałam takie zdanie:

"Bóg nie chce, byśmy byli doskonali. 
Chce, byśmy byli święci. A to naprawdę nie to samo"


Wielokrotnie z właściwym rozumieniem doskonałości i ewangelicznej świętości mamy problem. Ma to potem zgubne konsekwencje w rozumieniu nauki Jezusa, który niedoskonałym Apostołom powierzył misję głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu. W ten sposób pomaga nam w walce z niedoskonałą naturą, by stała się święta ... pełna rajskiej harmonii, która już nie zgrzyta dysonansami po naszych wrażliwych sumieniach, które z racji swej niedoskonałości szybciej osądzają niedoskonałość innych niż swoją. 

Chyba czas zacząć nieco łaskawszym okiem popatrzeć na siebie. Nie musimy być doskonałymi we wszystkim,  by zostać świętym. To chyba DOBRA NOWINA dla nas?






sobota, 26 stycznia 2013

NIE ROZUMIEM ...

/fragment komentarzy z postu o NADZIEI, który zainspirował mnie do napisania tego postu/


  • ja - "Mam koleżankę, która deklaruje się jako osoba niewierząca. Gdy miałam za sobą sześć pogrzebów w ciągu kilku miesięcy usłyszałam od niej stwierdzenie: "Ala, zazdroszczę ci twojej wiary, mnie by te wydarzenia zabiły". Gdy ją zapytałam, co ma na myśli nie odpowiedziała mi, tylko stwierdziła, że to zbyt skomplikowane, by dać odpowiedź. Uszanowałam jej milczenie, ale pytanie we mnie pozostało. Co takiego zauważyła ona w wierze chrześcijan i co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, by nie skorzystała z jej dobrodziejstwa?"


  • Iva - "Odpowiedź jest prosta i zasadnicza. Ona szczerze nie wierzy. Zazdrości Ci przeżywania, ale tak samo jak moc Twojej wiary nie pozwala stać się osobą niewierzącą, tak samo moc jej niewiary nie pozwala stać się osoba wierzącą, co jednak nie znaczy, że nie potrafi dostrzec dobrych dla człowieka stron wiary. To prawda z wiarą religijną wielu osobom łatwiej żyć, zwłaszcza pokonywać trudności losu."



A jednak ...  nadal nie rozumiem koleżanki, która widząc pozytywne wartości wiary chrześcijańskiej rezygnuje z nich na rzecz życia trudniejszego. Gdyby nie widziała tych wartości, to jestem w stanie ją zrozumieć. Ale tak ... ???  Nie potrafię dostrzec w tym sensu, ani logiki. Przecież Jezus przyszedł właśnie do takich, co potrzebują wsparcia. Skąd więc ten wewnętrzny opór przed przyjęciem Jego pomocy? Myślę, że odpowiedź na to pytanie nie leży jedynie w przestrzeni wiary, czy nie wiary człowieka. Jest jeszcze gdzie indziej, ale ... gdzie??? Dzisiaj nie jestem w stanie na to odpowiedzieć.

wtorek, 22 stycznia 2013

NADZIEJA ...

Czym ona tak naprawdę jest?


Szukam definicji zadowalającą wszystkich. Chyba nie znajdę takiej, bo NADZIEJĘ dzielą różnie .... na emocjonalną, uczuciową, chrześcijańską itp. itd

Mówią też, że jest ona oczekiwaniem spełnienia się upragnionej rzeczy. No i super, ale jak mówić o NADZIEI w obliczu śmierci? 

Czy wystarczy tutaj jedynie pozytywne uczucie? A jeżeli tak, to czy ma ono moc wyprowadzić bezpiecznie człowieka z poczucia bolesnej straty?




niedziela, 20 stycznia 2013

OBOJĘTNOŚĆ

Miłość wyklucza obojętność. Może dlatego nie znoszę tego słowa. Zdaję sobie sprawę z tego, że ile ludzi na ziemi - tyle definicji. Warto więc przedstawić własny punkt widzenia, aby się inni nie dziwili, że tak gwałtownie reaguję, gdy słyszę ... "właściwie to jest mi to całkiem obojętne", gdy rozmawiam z nimi o rzeczach dla mnie najistotniejszych. 


Bartolomé Esteban Pérez Murillo (1617–1682) 
Chrystus uzdrawia paralityka przy Sadzawce Betesda

WARTOŚCI ...


Zdaję sobie sprawę z tego, że nie dla każdego one są tak samo ważne jak dla mnie i to pragnę uszanować. Dopuszczam też trudne dyskusje na ich temat. Mogę się o nie spierać do woli. Dzięki temu jestem zmuszona do szukania nowych odpowiedzi. Z tego też powodu bardzo cenię sobie rozmowy z osobami inaczej myślącymi niż ja. Ale wymiękam, gdy słyszę po jakimś czasie, że moje argumenty są obojętne dla mojego rozmówcy. To właściwie - po co ja o nich z nim rozmawiam? Gdybym usłyszała, że są one np. mądre, głupie, infantylne, niezrozumiałe, okropne, lub fantastyczne ... to zawsze mam możliwość zapytania - dlaczego? I dyskusja dalej się toczy. A tak ... 

Co to znaczy - "obojętne"? 



Powiedźcie coś na ten temat, abym się tak mocno nie irytowała. Przecież rozmawiając z kimś o moich wartościach nie wymagam, by te wartości stały się jego celem życia. Pragnę jedynie się z nim podzielić tym, co dla mnie jest ważne. Chętnie też posłucham, co dla niego jest ważne. Przecież nie muszę się od razu identyfikować z jego wartościami, ale nie jest mi obojętne jego słowo. A jeżeli jest ono dla mnie kontrowersyjne to z jeszcze większą uwagą się jemu przysłuchuję.

Ostatnia rozmowa z Ivą /z resztą ... bardzo ciekawa i intrygująca dla mnie/ na jej blogu  uzmysłowiła mi, że mam problem ze zrozumieniem - czym jest "obojętność"  . Stąd mój dzisiejszy post.  


Moje postrzeganie ...


Dla mnie obojętność jest nieludzka; jest brakiem reakcji na otaczające nas wydarzenia. Kojarzy mi się ze znieczulicą na biedę drugiego człowieka. I nie ważny jest tutaj światopogląd, który on prezentuje. Taka obojętność spotkała paralityka przy sadzawce Siloe. Rozmawiając z Ivą o doświadczeniach związanych z umieraniem człowieka, a także doświadczając ostatnio tego typu obojętności przypomniał mi się  CZŁOWIEK, KTÓRY POTRZEBOWAŁ DRUGIEGO CZŁOWIEKA. Obojętność innych była jednak silniejsza od jego pragnienia. 

*** 
Uzdrowienie chromego nad sadzawką (J 5,1 - 9)


Potem nastąpiło święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych, którzy czekali na poruszenie się wody. Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wchodził po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: «Czy chcesz stać się zdrowym?» Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną». Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje łoże i chodź!» Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził.