Dzięki Ewangelii znalazłam się na pustyni, gdzie "cywilizacja śmierci" zadomowiła się na dobre. Nie podoba mi się tu. Głęboka rana, którą zadała mi śmierć zabijając Kamilka, Bartusia i trzeciego Aniołka nie pozwala mi stać spokojnie na tym miejscu.
Dobrze, że Jezus jest blisko mnie i ciosy przeznaczone dla mnie bierze na Siebie. Mnie dotykają jedynie malutkie odłamki, które i tak bolą niemiłosiernie. Przyszedł z Dobrą Nowiną o "Cywilizacji Miłości", którą chce wybudować na tym pustkowiu. Szuka poranionych robotników, którzy pomimo swych ran zaprą się siebie i zaczną ją budować razem z Nim.
Nie będzie łatwo. Przeciwnik broni pustyni, jak swego terytorium. Bombarduje Mistrza i jego robotników pokusami chleba, władzy i światowego uznania. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nawet Boga się nie boi... tak jest butny i pewny siebie plując nienawiścią na prawo i lewo. Oddałby wszystko, aby tylko Jezus mu się pokłonił ... i bogactwo ... i władzę ... i całe swoje królestwo ze wszystkimi jego sługami, którzy się jeszcze łudzą, że pan śmierci stanie kiedykolwiek w ich obronie. Dziwię się, że jeszcze mu wierzą.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz