12. grudnia A.D. 2012 Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe ...
Nagle 24 kwietnia 2007 - z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi...
Nagle 24 kwietnia 2007 - z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi...
Niepokalana z Guadalupe – Patronka życia poczętego
Zjawisko niewytłumaczalne ... FAKT, KTÓRY SIĘ WYDARZYŁ ... pozostawił trwały ślad w pamięci tych, którzy go widzieli, a także materialny dokument w postaci wizerunku i fotografii. Fakt, z którym nie chcę dyskutować, gdyż jest on dany człowiekowi po to, by uczciwie zmierzył się z nadprzyrodzonością.
Czy wiara w to wydarzenie jest konieczna do zbawienia? Nie! Tak jak nie jest konieczna druga para butów, by przejść bezpiecznie po graniastych szczytach; jest on dany po to:
- by człowiek ponownie zapytał o wiarę
- by doświadczył kolejnego DOTKNIĘCIA BOGA
- by zrobił rzetelny remanent prawd - w co wierzy, a czego nie przyjmuje
- by człowiek ponownie zapytał o wiarę
- by doświadczył kolejnego DOTKNIĘCIA BOGA
- by zrobił rzetelny remanent prawd - w co wierzy, a czego nie przyjmuje
Dlaczego dzisiaj o tym piszę? Piszę, gdyż w łańcuszku wydarzeń ostatnich dni ten fakt stał się dla mnie dodatkowym światełkiem w tunelu. Idę bowiem w wołaniu do Boga na "całego" - bo nie mam innego wyjścia. Staję za ślepcem z Jerycha i chyba pragnę go przekrzyczeć.
Wczoraj różaniec stał się moim krzykiem o łaskę. Dzisiaj mam motywację do wrzasku; to nie szkodzi, że ktoś może mnie uznać za szaleńca - nie dbam o to, idę ... VA BANK!!!
PROŚBA
Jeżeli ktoś pragnie mnie wesprzeć - to zapraszam do grona rozkrzyczanych i rozwrzeszczanych wariatów i szaleńców. Potrzebuję Waszego wsparcia jak nigdy dotąd. ... nie musisz wierzyć, żeby zacząć ze mną krzyczeć do nieba ...
Wczoraj różaniec stał się moim krzykiem o łaskę. Dzisiaj mam motywację do wrzasku; to nie szkodzi, że ktoś może mnie uznać za szaleńca - nie dbam o to, idę ... VA BANK!!!
https://www.youtube.com/watch?v=w3rCMXngzm4
https://www.youtube.com/watch?v=l36VupASICU&feature=plcp
https://www.youtube.com/watch?v=l36VupASICU&feature=plcp
PROŚBA
Jeżeli ktoś pragnie mnie wesprzeć - to zapraszam do grona rozkrzyczanych i rozwrzeszczanych wariatów i szaleńców. Potrzebuję Waszego wsparcia jak nigdy dotąd. ... nie musisz wierzyć, żeby zacząć ze mną krzyczeć do nieba ...



Może to tylko przypadek, ale od kilku dni codziennie jak mantrę czytam fragmnent z Pisma św. o Ślepcu z Jerycha. Najgorsze, że nie wiem co odpowiedzieć Chrystusowi... Chyba łatwiej wołać za drugiego człowieka, który wie czego pragnie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za link (odrobina radości na koniec dnia). Trochę inaczej spojrzałam na moich kochanych Świętych :)
t.
ślepota ... warto o niej posłuchać
Usuńhttp://gloria24.pl/internetowe-rekolekcje-adwentowe-2012-nocny-zlodziej-Szustak
Patrz Teresko, jak my się wciąż asekurujemy, by nas nie uznano za szalonych
OdpowiedzUsuń"Może to tylko przypadek" - to jedno z wielu wyjść awaryjnych, by o nas nie pomyślano źle. A jeżeli to nie przypadek, tylko zamierzone działanie Bożej Opatrzności,która pomaga wygramolić się człowiekowi z CIEMNOŚCI ku ŚWIATŁU?
Va bank!!! - nie jutro, lecz dzisiaj; nie do tyłu, a do przodu; nie na dół, lecz do góry; nie do śmierci,lecz ku życiu ... NOWEMU ŻYCIU, SZALONEMU ŻYCIU;
A co mi tam!!! Chyba już nie mam nic do stracenia!
"...jak my się wciąż asekurujemy, by nas nie uznano za szalonych..." Coraz mniej boję się oceny ze strony innnych. Dla dobra drugiego człowieka przekroczyłam barierę lęku o własne "ja". Czy to Bóg dał mi siłę przyznać się do mojej SŁABOŚCI? Czy tego chciał? Wiem, że mogę tego bardzo żałować. Teraz chyba "nie mam już nic do stracenia" i boję sie tylko troszeczkę:)
OdpowiedzUsuńt.
... to jest już nas dwie ... :)))
Usuń"jak my się wciąż asekurujemy, by nas nie uznano za szalonych."
OdpowiedzUsuńNie ma ludzi, którzy mogą oceniać siłę wiary innych. Jeżeli tak robią, dają o sobie świadectwo.
Wkraczacie na ścieżki dla mnie niepojęte. Po prostu będę czytała, bo nie ma tu o czym dyskutować :)Mogę jedynie wesprzeć Was w tym krzyku :)na zasadzie składania takiego życzenia
Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że mogę sobie bezpiecznie "pokrzyczeć" w Waszej obecności :)))
OdpowiedzUsuńPrzy sadzawce Siloe siedział chory człowiek, który potrzebował pomocy drugiego człowieka, by móc się dostać do Wody Życia. On miał wiarę, ale to było za mało, by zanurzyć się w Sadzawce i doświadczyć uzdrowienia. On potrzebował oprzeć się na ramieniu przyjaciół, by do niej dojść.
Ścieżki te i dla mnie są niepojęte ... ale coś mnie na nie pcha ... a im głębiej się w nie zapuszczam, tym bardziej podziwiam nieziemskie widoki.
Nie chciałabym jednak stracić Jaskółko z Tobą kontaktu, więc gotowa jestem nieco przystopować, aby móc z Tobą również porozmawiać. Nie ma bowiem takiego piękna, z którego nie można zrezygnować dla drugiego człowieka. Bo w nim jest Piękno najpiękniejsze z najpiękniejszych i nie ma piękniejszego :))))
Zapodaj tylko temat, na który chciałabyś porozmawiać, jestem otwarta na propozycję :)
Posłuchajcie, co dzisiaj przeczytałam:
OdpowiedzUsuńNieraz obrazki przedstawiają św. Stanisława Kostkę jako anielskiego młodzieńca. Tymczasem był to młody człowiek, który potrafił przeciwstawić się swoim możnym rodzicom, wybrać drogę życia różną od tej, jaką oni dla niego przewidywali. Był człowiekiem modlitwy, ale i czynu, gwałtownikiem, który nie bał się narazić na gniew, niepewność i prześladowanie.
Każdy odczuwa potrzebę bezpieczeństwa, ale dla największego dobra trzeba ryzykować...
Te dwa tygodnia przed Bożym Narodzeniem są dla mnie zawsze dniami mocnych refleksji.Staram się układać to, co w naszej rodzinie nazywamy tradycją, a nijak się ma do wyznawanego światopoglądu. W sumie te Święta powinny być dla mnie dniami wypoczynku i niczym więcej. Będzie Wieczerza, będzie opłatek i wszystko tak, jak należy. Nie będzie modlitwy.
OdpowiedzUsuńMoże po, coś sobie przedyskutujemy, bo teraz padam na nos :)
PISZESZ:
UsuńStaram się układać to, co w naszej rodzinie nazywamy tradycją, a nijak się ma do wyznawanego światopoglądu.
Jaskółko, nie możesz coś zmienić? - przecież to, co piszesz jest bardzo smutne :((( Jakoś trudno mi uwierzyć, że nadal chcesz powielać ten schemat. Masz jeszcze dwa tygodnie na mocne refleksje, może mogłabym w czymś pomóc?
Alicjo, nic nie zmienię, a jeżeli tak, to jeszcze bardziej na świeckie. Moi najbliżsi są najbardziej szczęśliwi, kiedy nie muszą brać udziału w czymś do czego nie są przekonani.
UsuńI nie traktowałabym tego w kategoriach smutku. Jedni są szczęśliwi w ogromnym gronie rodziny, inni są szczęśliwi, kiedy mogą od rodziny odetchnąć choć trochę :)
I z tym opłatkiem to też chyba w naszym wydaniu przegięcie. Najuczciwiej byłoby się przełamać chlebem, tak po pogańsku lub na wzór Ostatniej Wieczerzy, kiedy dzielenie się chlebem znaczyło pojednanie
Witaj Jaskółko :)
UsuńJezus powiedział, aby nigdy nie być "letnim", gdyż taka postawa sprawia, że będziemy stale stać w miejscu. Trzeba się kiedyś na "coś" zdecydować, aby nie narażać siebie, ani swoich bliskich na trwanie w dwuznaczności, która wcale nie buduje niczego dobrego.
Takie jest moje zdanie, które wypowiadam z lekkim strachem, gdyż tym samym mogę przyczynić się do zerwania Twojej więzi z Bogiem, która według mnie istnieje, choć ty temu stale zaprzeczasz. Myślę jednak, że to jest uczciwe postawienie sprawy dotyczącej wiary, bądź niewiary człowieka poszukującego prawdy o Bogu.
PS
Opłatka wigilijnego zaś nie warto zmieniać na chleb, gdyż na stole wigilijnym jego znaczenie jest jednakowe i wiąże się z pojednaniem i wzajemną życzliwością.
Opłatek, jako Komunia Święta - to całkiem inna historia :)
Rozmawiam o "letniości" z moim mężem. Uzmysłowił mi, że letniość to totalne olanie wszystkiego i przestraszyłam się!
UsuńPomyślałam sobie, że jeżeli przeczytasz moje słowa z jego rozumieniem - to się totalnie miniemy z tym, co chciałam powiedzieć. Bo kto jak kto, ale Ty na takie rozumienie tego słowa nie zasługujesz i wyprzedzając fakty - ... PRZEPRASZAM ZA WPROWADZENIE MOŻLIWEGO ZAMIESZANIA :)
Letniość powiadasz:)))))Życie nie jest ani białe, ani czarne, życie jest pełne "letniości". Nawet Ty nie jesteś radykałem, chociaż mocno wierzysz. Ja wybrałam już dawno, a w zasadzie poszłam drogą, na jaką mnie skierowali moi rodzice. Nie było Boga w moim domu, w którym wychowywałam się od urodzenia, nie było Go, kiedy dorastałam, nie było, kiedy byłam już dorosła. Nie miałam powodu, żeby nagle zmienić swój światopogląd i uwierzyć. Nie czuję się uboższa i nie czuje, że moje życie jest smutne, bo nie wierze w boga chrześcijańskiego.
UsuńUważam, że Jezus nie miał racji- "letniość" wcale nie oznacza stagnacji. Być może właśnie takie podejście chroni niektórych przed popełnianiem radykalnych błędów. Nie można stawiać człowieka pod ścianą i kazać wybierać. Gdzie czas na refleksje, wahanie, rozterki? Większość wierzących w Boga chrześcijańskiego nie miała wyboru i traktuje swoją wiarę niekoniecznie poważnie. Śmiem twierdzić, że własnie przez chrzest, który dziecko musi przyjąć zaraz po urodzeniu (musi, bo taka wola jest jego rodziców- nie ma wyboru. Gdyby ci ludzie mieli okazję być na jakiś czas "letnimi", być może stali by się później gorliwymi wierzącymi.
Moi rodzice, podtrzymując tradycję swoich domów, dotyczącą Bożego narodzenia pewnie chcieli, abyśmy nie odczuwali drastycznej różnicy w porównaniu z innymi dziećmi, a może dlatego, że to jednak piękna tradycja, a może dlatego, że jeszcze z rozpędu w niej tkwili. Nie wiem. Na pewno nie zastanawiali się nad dwuznacznością. Ja też nie zastanawiałam się długo, a teraz rezygnuję z coraz większej liczby atrybutów tych Świąt i pozbywam się tej dwuznaczności, którą już dawno zauważyły moje dzieci. Wcale nie tęsknią do całej celebry Bożego Narodzenia.Myślę, że nie czują się z tego powodu nieszczęśliwe:)
I jeszcze o dwuznaczności- moje dzieci były wychowane jednoznacznie- bez wiary. Wprawdzie syn został ochrzczony (wymóg teściowej) w kościele luterańskim- córka jest nie ochrzczona. Ma wybór.
Nie chodziły na religię, bo uznałam, ze nie będę się wygłupiać- skoro nie wierzę, nie ma w domu Boga, to ma być uczciwie. Gdyby chciały, to chodziłyby- miały wolną drogę, zrozumiałabym, ale nie chciały.
Piszesz:
UsuńNie można stawiać człowieka pod ścianą i kazać wybierać...
NIE MOŻNA ... wiem o tym. Jeżeli poczułaś się postawiona przeze mnie pod ścianę - to przepraszam.
Piszesz:
UsuńNawet Ty nie jesteś radykałem, chociaż mocno wierzysz.
To prawda, nie potrafię radykalnie KOCHAĆ Boga, siebie i drugiego człowieka. Ograniczają mnie moje słabości, historia życia i okoliczności, na które ja nie mam wpływu. Wielokrotnie przez to jestem letnia i dwuznaczna, lecz ten stan mi się nie podoba. Nie chcę w nim trwać, bo nie widzę w nim niczego pozytywnego. Dlatego chcę się z niego wyrwać wszystkimi możliwymi sposobami. Walę w ten mur i nie raz, nie dwa ... ale kilkanaście razy na dzień się o rozbite jego kawałki kaleczę.
W murze tym jednak zobaczyłam małą szczelinę, przez którą zobaczyłam Światło... i podeszłam do niej ... i zobaczyłam w niej rękę Boga, który powiedział:
NIE MUSISZ BYĆ LETNIA, DWUZNACZNA ... CHODŹ ZA MNĄ, JA CI WSKAŻĘ DROGĘ ...
Nie widzę dokładnie tego, co jest za tym murem moich ograniczeń; wiem jednak, że ja go chcę przeskoczyć. O własnych siłach tego nie zrobię. Dlatego zaufałam Bogu, że mnie jakoś przez ten mur przeprowadzi.
NIKT NIE MOŻE MNIE STAWIAĆ NA SIŁĘ POD ŚCIANĄ I KAZAĆ WYBIERAĆ. Na ten krok trzeba zdecydować się samemu ... i ja to wiem.
Piszesz:
UsuńŚmiem twierdzić, że własnie przez chrzest, który dziecko musi przyjąć zaraz po urodzeniu (musi, bo taka wola jest jego rodziców- nie ma wyboru. Gdyby ci ludzie mieli okazję być na jakiś czas "letnimi", być może stali by się później gorliwymi wierzącymi.
Ja dziękuję moim rodzicom, że postawili mnie w miejscu, skąd było widać tę szczelinę ŚWIATŁA i MIŁOŚCI. Dziękuję im, że mi o niej mówili, że mogłam patrzeć, jak oni się starają ją przejść. Dzięki nim poznałam, że ona istnieje.
W drogę do niej musiałam jednak wyruszyć SAMA!!!
Nawet oni nie mieli takiego prawa, by ... postawić mnie pod murem i kazać mi wybierać ... Tego prawa nie posiada nawet Bóg, który zdecydował się dać człowiekowi wolną wolę.
Piszesz:
UsuńUważam, że Jezus nie miał racji- "letniość" wcale nie oznacza stagnacji.
Letniość nie musi być stagnacją; może być również szukaniem ŹRÓDŁA MIŁOŚCI ABSOLUTNEJ, w którą ja wierzę; szukaniem 'szczeliny w murze'.
Dzięki niej człowiek może poznać, że takowa istnieje. Nie da jednak ona pełnej odpowiedzi na pytania natury egzystencjalnej.
Pełne odpowiedzi są za tą ścianą. Dlatego Jezus powiedział, że bycie letnim jest stanem przejściowym, na którym człowiek nie powinien się zatrzymywać.
"Bez względu na cenę" Joseph Fadelle
Usuń"...moje dzieci były wychowane jednoznacznie- bez wiary..." Nie mam dzieci, ale czy istnieje coś takiego jak wychowanie bez wiary? Nie zamknęłaś swoich dzieci pod kloszem i nie odizolowałaś od świata. Zawsze będzie w Nich ta niepewność, która jest w Tobie. Ufam, że w przyszłości pójdą swoją drogą, w dosłownym znaczeniu tego słowa i sami wybiorą "w co wierzyć".
UsuńCzłowiek o którym pisałam wcześniej w swoich komentarzach, miał żal do rodziców, że wychowywali go z dala od Boga "tyle zmarnowanych lat, których już nie nadrobię. Tyle lat bez Boga, bez Eucharystii". Ostatnio gdy był w szpitalu u swojego ojca w odpowiedzi na "tato na dole jest kaplica" usłyszał "i co z tego?" Potwornie Go to zabolało, a był wychowywany bez wiary.
Polecam książkę, której tytuł zamieściłam powyżej.Nie wiem czy odważyłabym się na takie "szaleństwo".
t.
Nigdy nie lubiłam składać życzeń bożonarodzeniowych. To skrępowanie co powiedzieć, te banalne teksty "dobrej pracy, zdrowia,spełnienia marzeń". Potok słów w którym brakuje jednego, najważniejszego słowa JEZUS. To są urodziny PANA JEZUSA!!!! a nie święto choinki. Przez gardło nie przechodzi "życzę Ci błogosławieństwa od Bożej Dzieciny" "pokoju płynącego ze spotkania z nowonarodzonym Chrystusem". Dlaczego tak jest? Skąd to skrępowanie? Wstyd? W tym roku będzie inaczej. Niech patrzą na mnie jak na dziwoląga. Znajdę w sobie odwagę aby w Wigilię Bożego Narodzenia moi bliscy usłyszeli to najważniejsze Słowo.
OdpowiedzUsuńWyzwaniem jednak będą życzenia składane w pracy. Tak ja Ty Alicjo, muszę iść VA BANK, dla Jezusa :)Bo tak jak napisałaś
"....dla największego dobra trzeba ryzykować..."
t.
Przepraszam Jaskółko ale zdziwiłam się, że świętujesz narodziny Boga, w którego nie wierzysz.
OdpowiedzUsuń"Będzie wieczerza, będzie opłatek i wszystko tak, jak należy. Nie będzie modlitwy." To bardzo smutne.
Ale cieszę się, że jesteś z nami:)
t.
ja też się cieszę :)))
UsuńDziwne? Może tak:) Dla mnie to jakaś kontynuacja z domu rodzinnego, a którym całą tradycję Wieczerzy celebrowano. Moja rodzina jest protestancka, ale rodzice nie chodzili do kościoła. Mnie próbowała babcia czegoś nauczyć, coś przekazać, chodziłam z nią do ogromnego kościoła w Cieszynie. Niezbyt często, ale chodziłyśmy. Nauczyła mnie "Ojcze nasz" i żegnać się po protestancku. Coś we mnie zostało, bo nie ma we mnie tak wielkiego "Nie" w sprawie wiary, jak u mojego rodzeństwa.
UsuńMatka zamiast modlitwy wygłaszała krótka mowę o tym dniu i o spotkaniu przy stole. opłatkiem dzieliliśmy się po Wieczerzy.
Doprawdy nie rozumiem, dlaczego moi rodzice tak podtrzymywali tradycje. Deklarowali brak wiary, ale do końca nie jestem przekonana, że z nią zerwali. Może mama bardziej, ojciec? Wychowali nas bez wiary, ale równocześnie w tolerancji do ludzi wierzących. no w każdym razie nie obrzydzali i nie krytykowali ludzi wierzących. Dlatego ja uznawałam za normalne to, iż moje koleżanki chodziły do kościoła, natomiast z ich strony spotykałam się czasem z szykanami bardzo nieprzyjemnymi. Było, minęło :)
Dobrze, że kontynuujesz tradycję domu rodzinnego, bo w nim wzrastamy i z niego czerpiemy soki. :)
UsuńJeżeli jakiś smutek we mnie się zrodził, to dlatego, że w moim odczuciu nie bierzesz z tego DNIA tyle RADOŚCI ile on w sobie zawiera. Jest to jednak twój wybór i ja go szanuję.
PISZESZ:
Było, minęło
I Bogu dziękować, że te twoje koleżanki nie zniszczyły w tobie wiary naturalnej, wiary w ludzi. Wiesz, chyba trochę jestem na nie zła, ale ... było, minęło :)
"Opowiedz nam Groto,
Usuńjak Niebo gościłaś,
gdy cichą, świętą nocą domem
dla Boga byłaś…
Opowiedz nam, Groto, jak Króla przyjęłaś
i zdziwiona, jak Józef nad żłobem przyklęknęłaś…
Opowiedz nam, Groto, kolędę Aniołów
śpiewaną pod twym dachem,
ty – najpierwsza z kościołów…
Gdy ptaki w gniazdach, lisy w swych norach,
ludzie w swych kątach tulili się –
Bóg znalazł dom w kamieniu
i ukrył tam swój płacz."
Jaskółko :)
Nie trzeba urodzić się w chrześcijańskiej rodzinie aby Jezus narodził się w naszych sercach.
t.
KSIĄDZ JAN TWARDOWSKI O WIERZE
UsuńO nawróceniach
W jaki sposób Bóg nawraca grzeszników
rozmaicie
często jak wiatr co pędzi stado kapeluszy
chwyta duszę wprost z miejsca i targa za uszy
niekiedy z uśmiechem, prawie że wesoło
święci biorą za rękę i bawią się w koło
a czasem - nie do wiary
ni z tego ni z owego
łzę zdejmujesz z twarzy
jak pieszczotę śniegu
VA BANK ... to nie pójście w cierpienie i strach, ale wielki skok nad przepaścią lęku. To doświadczenie otwiera wnętrze człowieka na RADOŚĆ ANIOŁÓW, KTÓRZY ŚPIEWAJĄ MAŁEMU JEZUSOWI - GLORIA, IN EXCELSIS DEO.
OdpowiedzUsuńNiesamowita melodia, która:
- ożywia tradycję
- nadaje sens życzeniom
- odbudowuje relacje rodzinne
- buduje wspólnotę między ludźmi
- leczy najgłębsze rany serca
- a opłatek czyni znakiem pojednania i przebaczenia
- SPRAWIA, ŻE ŚWIĘTA SĄ JEDYNE I NIEPOWTARZALNE
ROK TEMU NAPISAŁAM ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE, KTÓRE PISAŁAM 2 TYGODNIE PO ŚMIERCI KAMILKA I BARTUSIA ... myślę, że nadal są aktualne:
piątek, 23 grudnia 2011
http://alicjan.blogspot.com/2011/12/zyczenia-swiateczne.html