Jutro kolejna niedziela adwentu - niedziela RADOŚCI...
Mój przyjaciel, kapłan, poprosił mnie o refleksję na temat RADOŚCI. Wiedział, że jestem w stanie żałoby po śmierci Taty i oczekuję narodzenia bardzo długo oczekiwanej wnuczki, bądź wnuka ...
Widzę młodą matkę w stanie błogosławionym i zastanawiam się na ile ona przeżywa RADOŚĆ w sobie? Czy troska o małe dzieciątko w jej łonie, albo ubogość stajenki, w której ma się ono urodzić nie zabija tego wspaniałego stanu duszy i nie gasi uśmiechu na twarzy? Ból rodzenia również może wystraszyć, bywa przecież różnie. A jednak …
Patrząc na Matkę Jezusa ufam, że uda jej się wytrwać w RADOŚCI OCZEKIWANIA. Przecież ta święta Matka też nie miała lekko; stale narażona na ludzkie niezrozumienie i strach przed biedą nie przestała ani na chwilę śpiewać pieśń RADOŚCI na cześć Boga - Stwórcy Nowego Życia.
Stoję nad grobem kochanej mi osoby. Wszyscy wokół życzą mi siły do przezwyciężenia smutku. Czy jednak zawsze tak musi być?! Czy tylko łzy, ból i cierpienie są siostrami śmierci? A gdzie podziała się ta siostra, która potrafi przezwyciężyć lęk przed śmiercią i zamienić go na radość ponownego spotkania.
Często o tej siostrze zapominamy, a przecież w tym wydarzeniu właśnie ona powinna usiąść na pierwszym miejscu przy stole żałobników. Miałam okazję usiąść z nią i porozmawiać. Ma tyle POKOJU i NADZIEI w sobie, że smutek szybko zamienił się w RADOSNE OCZEKIWANIE NA PONOWNE SPOTKANIE.
Jakże piękne to doświadczenie, które może być udziałem każdego, kto uwierzy w zmartwychwstanie Jezusa. Nie zabiera ono łez, ani bólu tęsknoty ... o nie ... ale potrafi je zamienić.
KLUCZ DO RADOŚCI …
Jest taka piosenka: „Wszystkie moje troski i kłopoty w Twoje ręce składam Panie mój…”
Myślę, że słowa te są kluczem do RADOŚCI. Nie ma on nic wspólnego z beztroskim podejściem do życia. Wiele się trzeba natrudzić, by go nie zgubić w tej pielgrzymce życia. Każdy go otrzymał w Sakramencie Chrztu świętego. Pytanie jednak, gdzie on teraz jest?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz