"W sumie to uwielbiam wracać do wspomnień z dzieciństwa. To jedyne, co mi pozostało z życia."
Do napisania tego postu sprowokowała mnie Kasia swoim wpisem. Może rzeczywiście warto odkurzyć wspomnienia z dzieciństwa, by życie nabrało więcej kolorów.
Nie każdy je ma...
Do takiego wniosku doszłam po rozmowie z Małgosią, która przez krótką chwilę opiekowała się moimi dziećmi. Przychodziła do naszego małego mieszkanka na poddaszu jako nastolatka. Nie jako niania, lecz jako przyjaciółka domu. Wiele mi wtedy pomogła. Gdy patrzyłam na jej roześmianą buzię i skaczące przy niej moje pociechy do głowy mi nie przyszło, że usłyszę od niej słowa, które wbiły się w moją pamięć tak głęboko.
- "Wiesz Ala ... gdy tak patrzę na Twoje dzieci dochodzę do wniosku, że ja nie mam dobrych wspomnień z dzieciństwa."
- "No co Ty Gosiu, każdy je ma! Trzeba tylko trochę pogrzebać w swoim kuferku!"
Nie grzebałyśmy długo, bo wyjechała z naszego miasteczka. Miałyśmy jedynie kontakt listowny, ale po jakimś czasie i on się urwał. Gdy przeprowadziłam się z rodziną na wieś postanowiłam jeszcze raz napisać i zaprosić ją do siebie. Wciąż miałam ten niepokój w sobie, który zrodził się po jej smutnym wyznaniu. Gdy w progu domu zamiast Małgosi pojawił się jej brat zrozumiałam, że jej "kuferek" zamknął się na wieki. Popełniła samobójstwo ... widocznie zabrakło jej dobrych wspomnień, które trzymałyby ją przy życiu.
Dobre wspomnienia ...
Dzięki Bogu mam ich wiele. Może warto się nimi podzielić...
***
Pamiętam chwile, gdy jako mała dziewczynka uwielbiałam siedzieć w fartuchu mojej Babci. Gdy chciała odpocząć siadała na małe krzesełko. Jej fartuch zwisał wtedy jak huśtawka. Wskakiwałam do niego, a ciepłe jej dłonie zabezpieczały mnie przed upadkiem. Zawsze wtedy miała różaniec w ręku ... Ona się modliła, a ja bawiłam drewnianymi koralikami ...

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńGrzebanie w kuferku wspomnień ...
UsuńWszystko zależy od tego w jakim celu się to robi. Jeżeli jest to ucieczka przed teraźniejszością to rzeczywiście nie warto tego robić.
Natomiast nie mam nic przeciwko temu, by osładzać swoje życie wydarzeniami, które nadają nowy sens temu, co obecnie doświadczam.
To prawda, że żyje się teraźniejszością. Dobre wspomnienia mogą mieć jednak uzdrawiającą moc. Są jak lekarstwo, które trzeba się nauczyć mądrze dawkować, by nie zabiło.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńDobre wspomnienia uczą mądrości. I w ten sposób nadal żyją w moich wyborach.
UsuńPrzykład ...
Od mojej Babci uczę się być babcią dla moich wnuków. Niech i one poczują ciepło moich dłoni i pobawią się koralikami, na których się każdego dnia modlę o błogosławieństwo dla nich.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNie wiem, co Ciebie mogą nauczyć wspomnienia z dzieciństwa ... Może tego, że świat nie jest tylko w odcieniach szarości.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNocą każdy kolor będzie czernią. Dopiero właściwe światło wydobędzie z niego to, co najpiękniejsze.
UsuńMoje kolory też dzisiaj bledną, więc marny ze mnie towarzysz do rozmowy.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńA to ciekawe ... wraz z Twoim wpisem wpadła mała wiązka światła do mego serca :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuńzwyczajne ... niezwyczajne ... któż to wie?
UsuńZapytałam kiedyś przedszkolaków jak wyobrażają sobie niebo? Gdy zaczęły opowiadać, ich obrazy były tak kolorowe, a dziecięce spojrzenie na tajemnicę Bożej Miłości tak szczere, że zrozumiałam słowa Jezusa… byśmy stali się jako te dzieci.
OdpowiedzUsuńKtoś może tym dzieciakom zarzucić infantylizm ... może nawet będzie miał trochę racji. Patrząc jednak na ich iskierki w oczach nie ma się wątpliwości, że mówią o czymś, co naprawdę widzą i przeżywają.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńMyślę, że dzieci swoim językiem wyraziły to, o czym Ty Kasiu piszesz
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńA może jedno i drugie?
UsuńDotykamy tajemnicy, którą niektórzy bardziej doświadczają inni zaś bardziej w nią wierzą.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńMasz rację. To jest ta najsmutniejsza opcja, która wyrywa nadzieję z serca.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńMoże będę monotematyczna, ale ...
UsuńJak mi coś nie pasuje, to staram się szukać innych opcji, o których wiem, że dają radość innym.
Wiem, zaraz powiesz, że w Twoim wypadku nie wchodzi to w grę, bo próbowałaś i nie wyszło. Moją odpowiedź też zapewne jesteś w stanie przewidzieć ...
Dla Boga nie ma nic niemożliwego ... i ja w to wierzę.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńOpcję zawierzenia Bogu, że Cię kocha pomimo tego, że dzisiaj tej miłości nie odczuwasz w swoim sercu.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTo co dla Ciebie jest ułudą dla mnie jest żywą obecnością Jezusa w życiu. Nie jest On Bogiem dla wybranych.
UsuńPrzyszedł do wszystkich, a więc również do Ciebie z propozycją pomocy niesienia Twojego życiowego krzyża.
Nie potrafisz uwierzyć ... i nie uwierzysz bez Jego łaski. Wiem to z własnego doświadczenia niewiary.
Oszustwem jest mówić, że się wierzy, gdy się nie wierzy. Natomiast przyjęcie Dobrej Nowiny wysiłkiem swojego umysłu to całkiem inna sprawa.
Smutne jest to, że bardziej ufamy sobie i innym ludziom, niż Bogu... ale to temat rzeka o wartkim nurcie. Aby do niej wejść potrzeba nie lada odwagi.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńO doświadczeniach pisałam wielokrotnie i nie mam potrzeby się powtarzać.
UsuńA co do wiary...
Nawet gdybyś miała podstawy, to i tak bez łaski nie ruszysz z miejsca. Co z tego, że miałam podstawy. W momencie próby spaliły się one jak plewa w moim niedowiarstwie. Jedynie rozum mi podpowiadał, że idę nie w tym kierunku co powinnam.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPrzerabiałyśmy już ten temat i powinnaś wiedzieć co myślę na temat tkzw. niewysłuchanych modlitw.
UsuńMam wrażenie, że nawet gdyby ktoś stał obok Ciebie nie przekonałby Cię o Bożej interwencji. Dopiero łaska otwiera naszą duszę na nowe patrzenie. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego Bóg ją rozdaje tak jak rozdaje. Widać ma jakiś w tym plan, którego nie bardzo potrafię pojąć. Jestem jednak przekonana, że nas kocha.
Miłość rodzicielska nie zawsze jest pojmowana przez dzieci. Dopiero po czasie przychodzi zrozumienie i wdzięczność za podjęte ich decyzje wobec dziecka. W moim przypadku tak właśnie było.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPod warunkiem, że otworzysz oczy ...
UsuńPS
Kiedyś ślepiec spod Jerycha Cię wzruszył ...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńOn wołał długo i z przekonaniem do końca. Czy Ty też tak wołałaś? Pytam, lecz nie oczekuję odpowiedzi.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuń... ale nie do końca
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTo nie Bóg, ale Ty ten koniec określiłaś. I w tym chyba jest przyczyna Twego smutku.
UsuńMówię ... chyba ... nie mam zaś pewności...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńMasz rację ... w przypadku wymuszanych zabawek mądrość matki musi wybrać między niezadowoleniem dziecka, a nauczeniem dziecka, że nie wszystko mu się należy. Sprawa ta jest oczywista.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńMówimy przede wszystkim o relacji osób ...
UsuńO relacji Bóg - człowiek, człowiek - człowiek...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuń