wtorek, 29 września 2015

DLA BOGA NIE MA NIC NIEMOŻLIWEGO...

W niedzielę, na mszy świętej Ksiądz Proboszcz podziękował Bogu za przywrócenie do życia młodzieńca i parafianom za modlitwę, która od wielu lat towarzyszy nieuleczalnie chorym  dzieciom z naszej wspólnoty oraz tym, którzy tej modlitwy bardzo potrzebują. 




Wskrzeszenie młodzieńca z Naim

Wkrótce potem udał się do pewnego miasta zwanego Naim. Wraz z Nim szli Jego uczniowie i wielki tłum. Gdy zbliżył sie do bramy miasta, właśnie wynoszono zmarłego: jedynego syna matki, która była wdową. Towarzyszył jej wielki tłum z miasta. Gdy Pan ją zobaczył, ulitował sie nad nią i powiedział "Nie płacz". Podszedł, dotknął pogrzebowych noszy, a niosący je zatrzymali się. I powiedział: "Młodzieńcze, mówię ci, wstań !". Wtedy zmarły usiadł i zaczął mówić. I oddał go jego matce. Wszystkich ogarnął lęk i wychwalali Boga mówiąc: "Wielki prorok pojawił się wśród nas. Bóg nawiedził swój lud". I rozeszła sie ta wieść o Nim po całęj Judei i po całej okolicy.

***

Tym razem łaska dotknęła młodzieńca z Moszczanki. W sobotę przyszedł na własnych nogach podziękować Bogu do świątyni. Był prawie po drugiej stronie. Rażony prądem nie dawał żadnych oznak życia. Lekarz stwierdził więc śmierć, wypisał akt zgonu i ciało zawinięto w worek do przechowywania zmarłych. Cudem lekarz zauważył, że coś jest na rzeczy gdyż worek lekko zaczął w okolicy szyi drgać ... szybka reanimacja i .... powrót do życia. Z relacji młodzieńca wynika, że musiał być tam, gdzie jego ojciec poszedł niedługo po jego narodzeniu ... i właśnie on zawrocił go z drogi ku światłu, gdyż jego pora jeszcze nie nadeszła ...

*** 

Dwa tygodnie temu pochowaliśmy na naszym cmentarzu dzieciątko urodzone w 8 miesiącu ciąży. Żyło tylko dwa dni. :( Uczyłam jego mamę .... jak bardzo jej współczuję .... Chciałoby się krzyczeć ... Panie, dlaczego???!!! .... jednym dajesz .... innym odbierasz???!!! ... Nie znam odpowiedzi, lecz wierzę, że kiedyś będę ją znała ... 

***

Łza niezrozumienia Bożej Opatrzności poleciała po policzku. Dziękuję Bogu, że przynajmniej buntu nie ma we mnie. Czasem lepiej jest zamilknąć i czekać cierpliwie na odpowiedź z nieba ... ona przyjdzie, wiem to napewno!

*** 

W październiku, od trzech lat organizujemy w naszej parafii Dzień Dziecka Utraconego. Z pełną świadomością stwierdzam, że jest on iskierką zapaloną przez moje wnuki Kamilka i Bartusia, które prawie 4 lata temu poszły pokłonić się Panu po 11 godzinach ziemskiego życia. Modlimy się w tym dniu za wszystkich o uzdrowienie duszy i ciała. Z radością mogę powiedzieć, że po tym dniu poczęło się czworo wspaniałych dzieci ... i nie baczyły one na zamknięte i poranione łona swoich matek. Myślę, że o wielu cudach nie wiem ... nie muszę tego wiedzieć, by dziękować za wielką dobroć Boga.

***

Proszę jedynie o modlitwę, aby dotarła do wielu poranionych dusz ta informacja, że będziemy się za nie modlić 16 października o godzinie 18.00 w naszej parafii.  Poproście Miłosiernego Boga o potrzebne łaski dla nas... abyśmy ani jednej nie zgubili przez własną niedoskonalość...

sobota, 19 września 2015

WRZESIEŃ ... prawdziwa droga przez mękę

To już prawie półmetek miesiąca, a ja tonę w papierach po uszy. Jeżeli ktoś myśli, że papierologia omija zawód nauczyciela to zapraszam go do siebie. I od razu dodam, że ja i tak nie mam źle. Dyrekcja wyrozumiała, koleżanki i koledzy przyjaźnie do siebie nastawieni i jak potrzebuję wsparcia nie zostawiają mnie na przysłowiowym lodzie. Uczniów też się nie czepiam ... rocznik bardzo obiecujący i chętny do współpracy. 




Pracuję, z małymi przerwami od 1985 roku w tym zawodzie.  I nie wiem jak to się dzieje, że zamiast papierów ubywać to jest ich coraz więcej i więcej ... Czasem się zastanawiam jak ten "tort czasu" podzielić, aby uczeń dostał najlepszy i największy kawałek ... z mojego zapału bycia katechetką, nauczycielem plastyki i muzyki. Wszystkie te przedmioty darzę wielką miłością, choć ta pierwsza należy zdecydowanie do Boga.

***

Dzisiaj przeczytałam ciekawe rozważania Ojca Leona. Podaję link:

http://ps-po.pl/2015/09/17/kryzys-polmetku-zycia-cz-1-jak-sobie-z-nim-radzic/?utm_source=feedburner&utm_medium=email&utm_campaign=Feed%3A+benedyktyni%2FKnAO+%28PSPO+%7C+Centrum+Duchowo%C5%9Bci+Benedykty%C5%84skiej%29

Warto przeczytać; dla zachęty zacytuję kilka zdań.

"Tauler w swoich kazaniach dość często mówi o latach czterdziestych życia człowieka, bowiem przekroczenie czterdziest­ki stanowi punkt zwrot­ny. Dopiero wtedy wszelkie jego duchowe zma­gania przynoszą owoce i dopiero wtedy człowiek może osiągnąć prawdziwy pokój duszy."

"Nie może więc on przed upływem tego czasu osiągnąć prawdziwego, pełne­go pokoju ani stać się człowiekiem w pełni niebieskim. Na­stępnie musi on czekać jeszcze dziesięć lat i dopiero wte­dy zostanie mu naprawdę udzielony Duch Święty Pocieszyciel. Duch, który o wszystkim poucza"

*** 

O RADOŚCI!!!! ...

Co za ulga! Mogę się jedynie cieszyć z tego, że zbliżam się do wieku emerytalnego! To nic, że nie nadążam za młodymi w swej fizyczności i tracę szybko cierpliwość wobec niektórych posunięć ministra edukacji. Wobec nadziei, która zrodziła się po przeczytaniu wspomnianych wyżej rozważań to małe frustracje wiejskiej nauczycielki stają się prawie nic nie znaczącym epizodem dnia codziennego.   

piątek, 28 sierpnia 2015

DZIECI o DOROSŁYCH ...

Ostatnie dni wakacji i znowu szkoła. Warto przy tej okazji posłuchać, co dzieci mają do powiedzenia dorosłym.


Przygotowałam tę prezentację na potrzeby spotkania z rodzicami. Niektórzy z nich byli zadziwieni szczerością dzieci. Niektórym łezka zakręciła się w oku ... ze wzruszenia .... a czasem z zawstydzenia, że tak mało wiedzą o swoich pociechach. 


*** 

http://www.taize.fr/pl_article3270.html

/fragmenty/

Co to znaczy „przyjąć królestwo Boże jak dziecko”?

Pewnego razu ludzie przynosili do Jezusa dzieci, żeby je pobłogosławił. Uczniowie zabraniali im tego. Jezus oburzył się i przykazał, aby pozwolili dzieciom przychodzić do Niego. Później powiedział: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, nie wejdzie do niego” (Ewangelia wg św. Marka 10, 13-16).
/.../ Ale oto Jezus przekonuje ich, że odtrącając dzieci sami właśnie zamykają sobie jedyną bramę prowadzącą do tego upragnionego królestwa Bożego!
/.../Tym, co posiadamy najlepszego, co umożliwi nam spotkanie z Bogiem, jest w nas spontanicznie otwarte serce dziecka, które ośmiela się z całą prostotą prosić, które chce być kochane.
/.../ Przyjąć dziecko to znaczy przyjąć obietnicę. Dziecko rośnie i rozwija się. Podobnie królestwo Boże nigdy nie jest na ziemi czymś zakończonym, ale jest obietnicą, dynamizmem i nieustannym wzrostem. Dzieci są nieprzewidywalne. 
/.../W ewangelicznej opowieści przychodzą, kiedy przychodzą, i zdaniem uczniów przychodzą, oczywiście, w niewłaściwej chwili. A jednak Jezus nastaje na to, żeby je przyjąć, bo właśnie są tutaj. Podobnie my powinniśmy przyjąć królestwo Boże, kiedy do nas przychodzi, niezależnie od tego, czy jest to dobry, czy zły moment. Trzeba podjąć wyzwanie. Przyjąć królestwo Boże jak przyjmuje się dziecko, to znaczy czuwać i modlić się, aby, kiedy nadejdzie, umieć je przyjąć, zawsze bez przygotowania, w porę i nie w porę.

/.../Jezus postawił dziecko pośród swych zgromadzonych uczniów także dlatego, aby oni sami zgodzili się być mali. 

List z Taizé: 2006/2

wtorek, 25 sierpnia 2015

REALNY DOTYK BOGA ...

Gdy czasem trudno wierzyć w Boga i Jego Miłość patrzę na moje wnuki... 


WOJTUŚ 


NATALKA


One są obietnicą i darem nieba. Bo lekarze wątpili, że mogą się wogóle urodzić ... 






POKÓJ CHRYSTUSA i JEGO RADOŚĆ NIECH BĘDZIE WASZYM UDZIAŁEM ... AMEN

czwartek, 13 sierpnia 2015

DZIEŃ KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ

Taka mała próbka twórczego wyznania wiary w naszej parafii ...




Może to niewiele ... 10 lat ... 10 Dni ... mnóstwo świadectw. 

Postanowiłam się nimi podzielić na moim blogu. Nie będę mówiła o wszystkim naraz. Zbyt wielka ulewa niszczy plony. Najlepszy deszcz to taki, który po miesiącu spadł wczoraj na wysuszoną ziemię w naszej miejscowości ... co za ulga ... mogą ją poczuć tylko naprawdę spragnieni.


*** 

Fragment publikacji, którą wydałam na 10 jubileusz tego wydarzenia. Jego już nie ma. Są inne, ale o nich napiszę kiedy indziej. 

„Opisując Dzień Kultury Chrześcijańskiej skupiłam się jedynie na kilku wydarzeniach /…/. Z góry założyłam, że publikacja ta ma być jedynie „ewangelicznym muśnięciem szaty Jezusa”. Wiele opisanych przeze mnie faktów wyda się „banałem dalekim od rzeczywistości”. Trudno. Chyba wolę narazić się na niezrozumienie, niż wyrzucać sobie, że o nich nie opowiedziałam innym.

            /…/ Uświadomiłam sobie, że Dzień Kultury Chrześcijańskiej może być „spotkaniem” ludzi odważnych w wyznawaniu swojej wiary; miejscem ścierania się różnych poglądów. Jest tu miejsce dla „chrześcijan z pierwszych ławek”, ateisty i człowieka o innym wyznaniu. Ważne jest, bowiem nie to, kim w danym momencie jesteśmy, lecz dokąd wspólnie zmierzamy. Jeśli razem poszukujemy Prawdy, to wierzę, że kiedyś ją wspólnie znajdziemy. 

            /…/ Zdałam sobie sprawę z faktu, że jestem tylko małym ogniwem tej „machiny”, jaką jest Dzień Kultury Chrześcijańskiej i bez współpracy z innymi nigdy by się nie udało go zorganizować. Dlatego pragnę podziękować wszystkim, z którymi przez te dziesięć lat współpracowałam. Mam pewną trudność. Tych osób jest tak wiele, że nie sposób wymienić każdego z imienia. Dlatego wybaczcie mi, że tylko tak ogólnie, ale prawdziwie szczerze mówię - DZIĘKUJĘ, NIECH BÓG WAM BŁOGOSŁAWI"


alicja


***

Wydarzenia religijno – kulturalne w Moszczance

I DZIEŃ         (27 X 1996)       „Chwalmy Boga naszymi talentami”
II DZIEŃ       (6 IV 1997)         „ Miłosierdzie Pańskie wychwalać będę”
III DZIEŃ     (18 X 1998)         „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”
IV DZIEŃ     (24 X 1999)  „Chwalmy Boga talentem - Święty Rok Jubileuszowy - 2000”
V DZIEŃ      (29 X 2000)        „Całe nasze życie jest pielgrzymowaniem do nieba”
VI DZIEŃ     (24 VI 2001)       „Prymas Tysiąclecia”
VII DZIEŃ    (8,9 VI 2002)     „Wołanie o Miłość”
VIII DZIEŃ  (15 VI 2003)       „Pójdź za Mną”
IX DZIEŃ     (9 - 10 X 2004)  „Z Maryją do Jezusa”
X DZIEŃ       (10 VI 2005)      „Kim jestem dla Ciebie Boże?”

środa, 5 sierpnia 2015

WSPÓLNOTA DUCHOWA ...

Nie zwsze jesteśmy w stanie być fizycznie z osobami, z którymi pragnęlibyśmy być. 
  • Czy zatem jest inna możliwość BYCIA? 





TRUDNE SYTUACJE ...

Są sytuacje, w których przebywanie w komunii z Jezusem Eucharystycznym jest niemożliwe. 
  • Czy to oznacza, że pozbawieni jesteśmy całkowicie trwania w Jego obecności? 


NA POCZĄTEK ...

Komunia święta duchowa to rodzaj modlitwy katolików, mającej na celu "pielęgnowanie w duszy stałego pragnienia Sakramentu Eucharystii". Była stosowana przez wielu świętych i innych mistrzów życia duchowego. Tradycja jej stosowania pochodzi od Soboru Trydenckiego.

MODLITWA KOMUNII ŚW. DUCHOWEJ : 

Ty, Panie, stworzyłeś mnie dla siebie i moje serce tak długo będzie niespokojne, dopóki nie spocznie w Tobie. Jestem miotany wieloma problemami: burzą się we mnie myśli, niespełnione są pragnienia, brakuje mi zdrowia, nie umiem kochać i wierzyć w Ciebie tak jak trzeba, A jednak pragnę i łaknę Ciebie, mój Panie. Nie odsyłaj mnie głodnego. Nakarm mego ducha Chlebem, który zstąpił z nieba.
 
Kocham Ciebie, o Boże, kocham serdecznie! Kocham, bo Ty pierwszy mnie umiłowałeś! Biegnę dzisiaj do Ciebie, przychodzą do Ciebie jak żebrak proszący o kromkę chleba. Panie, wejdź znów w moje życie. Rozlej łaskę tam, gdzie jest najtrudniej. Naucz mnie słuchać Ciebie i wypełniać Twoją świętą wolę.
 
Przyjdź, o mój Panie, a ja Cię przyjmę z miłością Matki Najświętszej i z gorliwością świętych... Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...

poniedziałek, 27 lipca 2015

„OBOJĘTNOŚĆ” ... BOGA

Sekunda natchnienia z nieba ... 

Przyszła jak Anioł zwiastujący Dobrą Nowinę, że można być z Bogiem nie odczuwając Jego obecności we własnym sercu. Przyszła wczoraj wieczorem, gdy byłam całkowicie bezradna wobec doświadczenia Kasi. Dlatego napisałam do niej ...

"Nie mam odpowiedzi na pytanie, dlaczego są ludzie, którzy nie odczuwają łaski w swoim życiu. Myślę jednak, że niekoniecznie musi tu być jakaś wina człowieka. "





Jeśli kiedykolwiek będę świętą 
— na pewno będę świętą od «ciemności». 
Będę ciągle nieobecna w Niebie 
— aby zapalać światło tym, 
którzy są w ciemności na ziemi”.

(Matka Teresa z Kalkuty)


*** 

Polecam:


Józef Augustyn SJ - DUCHOWA OSCHŁOŚĆ MATKI TERESY
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/zd_012009_oschlosc.html

*** 

fragmenty ...


U mnie w duszy ciemno...

„Proszę o modlitwę — bo wszystko we mnie jest ścięte lodem. — Tylko ta ślepa wiara pomaga mi przetrwać, bo w rzeczywistości wszystko jest dla mnie ciemnością. Najważniejsze jest, aby naszemu Panu przypadła cała radość — ja naprawdę się nie liczę” (Pisma, s. 223).

„Chcę powiedzieć coś Waszej Eminencji — ale nie wiem, jak to wyrazić. Gorąco pragnę — pełnym bólu pragnieniem bycia wszystkim dla Boga — być świętą w taki sposób, żeby Jezus mógł w pełni żyć swoim życiem we mnie. Im bardziej ja chcę Jego — tym mniej sama jestem chciana. — Chcę kochać Go tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie byłam kochana — a mimo to trwa we mnie głębokie uczucie oddzielenia od Niego — ta straszna pustka, to poczucie nieobecności Boga. [...] Nie uskarżam się — chcę tylko przez cały czas iść razem z Chrystusem” (Pisma, s. 225).

„Bardzo proszę o modlitwę, żeby Bóg zechciał zabrać z mojej duszy tę ciemność chociaż na kilka dni. Bo czasami agonia tej udręki jest tak wielka, a jednocześnie tęsknota za Nieobecnym tak głęboka, że jedyną modlitwą, jaką jeszcze mogę wypowiadać, są słowa — Najświętsze Serca Jezusa, ufam Tobie — będę zaspokajać Twoje pragnienie dusz” (Pisma, s. 226).

„W mojej duszy tak wiele jest sprzeczności. — Tak dominująca tęsknota za Bogiem — tak dojmująca, że bolesna — nieustanne cierpienie — a mimo to jestem przez Boga niechciana — odrzucona — pusta — bez wiary — bez miłości bez zapału. — Dusze mnie nie pociągają. — Niebo nic nie znaczy — dla mnie wygląda jak puste miejsce — myśl o nim nic dla mnie nie znaczy, a mimo to ta dręcząca tęsknota za Bogiem. — Bardzo proszę o modlitwę, żebym wciąż się do Niego uśmiechała mimo wszystko. Bo jestem tylko Jego — więc On ma wszelkie prawa do mnie. Jestem całkowicie szczęśliwa, że jestem nikim nawet dla Boga” (Pisma, s. 232-233).

„Proszę Waszą Eminencję o modlitwę, żebym miała odwagę, by wciąż się uśmiechać do Jezusa. — Trochę rozumiem męki piekielne — bez Boga. Brakuje mi słów, by wyrazić to, co chcę powiedzieć, ale w miniony Pierwszy Piątek — świadomie ofiarowałam się Najświętszemu Sercu, że przetrwam nawet wieczność w tym straszliwym cierpieniu, jeżeli to da Mu teraz trochę więcej radości — albo miłość choćby jednej duszy. Chcę o tym porozmawiać, a mimo to się nie udaje — nie znajduję słów, by wyrazić głębię tej ciemności. Mimo tego wszystkiego jestem Jego maleńką — i kocham Go — nie za to, co daje, ale za to, co zabiera” (Pisma, s. 236).

„Bardzo proszę o modlitwę — tęsknota za Bogiem jest strasznie bolesna, a mimo to ciemność staje się coraz większa. Cóż za sprzeczność mam w duszy. — Ból, jaki mam w sobie, jest tak wielki — że naprawdę cały ten rozgłos i ludzkie gadanie nie wywołują we mnie żadnych odczuć. Niech Wasza Eminencja prosi Matkę Bożą, żeby była mi Matką w tych ciemnościach” (Pisma, s. 238).

„U mnie w duszy — nie potrafię Ojcu powiedzieć — jak tam ciemno, jak pełno bólu, jak strasznie. — Moje uczucia są takie zdradliwe. — Czuję, jakbym «odmawiała Bogu», a jednak największa i najtrudniejsza do zniesienia — jest ta straszliwa tęsknota za Bogiem. — Proszę o modlitwę, żebym nie okazała się Judaszem dla Jezusa w tej pełnej bólu ciemności. Czekałam na rozmowę z Ojcem. — Po prostu bardzo pragnę porozmawiać — i zdaje się, że tę zdolność On także mi zabrał. — Nie będę się uskarżać. — Przyjmuję Jego świętą Wolę tak, jak do mnie przychodzi” (Pisma, s. 333).

„Chciałam porozmawiać z Ojcem w Bombaju — ale nawet nie próbowałam nic zrobić, żeby to umożliwić. — Jeżeli piekło istnieje — to musi to być to. Jak strasznie jest być bez Boga — nie ma modlitwy — nie ma wiary — nie ma miłości. — Jedyne, co wciąż pozostaje — to przekonanie, że dzieło jest Jego — że Siostry i Bracia są Jego. — I uparcie się tego trzymam, jak tonący, który nie ma niczego innego, chwyta się brzytwy. — A jednak, Ojcze — mimo tego wszystkiego — chcę być Mu wierna — zużywać się dla Niego, kochać Go nie za to, co daje, ale za to, co zabiera — być do Jego dyspozycji. — Nie proszę Go, by zmienił swoje postępowanie wobec mnie czy swoje plany wobec mnie. — Proszę Go tylko, aby się mną posługiwał” (Pisma, s. 339).

„Niech mi Ojciec wybaczy, że prosiłam Ojca o przyjazd, a potem nic Ojcu nie powiedziałam. — To Ojcu pokazuje, jak strasznie pusta jest moja dusza. [...] Wiem, że to tylko uczucia — bo moja wola jest nierozerwalnie związana z Jezusem, a zatem z Siostrami i Ubogimi” (Pisma, s. 348-349).

„Obojętność” Boga — tęsknota Matki Teresy

/.../Wszystkie słowa pocieszenia i wszelkie rady, jakie dawali jej najbardziej wytrawni kierownicy duchowi, przyjmowała ze zrozumieniem i wdzięcznością, jednak nie przynosiły jej one większej wewnętrznej ulgi, ponieważ „dziwnie” do niej nie pasowały.

Ciemności duszy i oschłości wewnętrzne Matki Teresy nie dotykają jednak jej woli i miłości do Jezusa. Z jednej strony doświadcza chłodu, obojętności, obcość Boga i Jego miłości, ale z drugiej — wielkiej tęsknoty za Nim i gorącego pragnienia bezwarunkowego powierzenia się Mu i Jego miłości.

/.../ Ta właśnie przepaść między brakiem odczucia obecności Boga a jej tęsknotą za Nim stała się otchłanią, piekłem Matki Teresy.

Doświadczenie bycia porzuconą przez Boga i ból wewnętrzny nie oddalały jej od Niego. Wręcz przeciwnie. Nieustannie w szczerych rachunkach sumienia, w spowiedziach, w rozmowach z kierownikami duchowymi pytała siebie, czy ona sama nie jest przyczyną tych stanów. Mając świadomość bezinteresowności swojej służby dla Boga i ludzi oraz czystości sumienia, w chwilach cierpienia w bezradny sposób powierzała się Bogu, deklarując kolejny raz całkowitą przynależność tylko do Niego. Im bardziej czuła się wewnętrznie osamotniona, porzucona i niechciana przez Boga, tym głębiej doświadczała tęsknoty za Panem i pragnienia miłowania Go.

Do rangi symbolu urastają okoliczności śmierci Matki Teresy. 

Kiedy umierała 5 września 1997 roku w późnych godzinach wieczornych, otoczona miłością i życzliwością swoich sióstr, nagle na skutek awarii prądu cała Kalkuta pogrążyła się w ciemnościach. Tak odeszła do Pana ta, która choć sama przeżywała dręczące ją nocne ciemności duszy, „przyniosła całemu światu tak wiele światła” (por. Pisma, s. 447).