Do tych przemyśleń sprowokował mnie Dominik z II klasy. Jest chłopcem inteligentnym, ale ma problemy z zachowaniem. Nie wnikam z jakiego powodu, ale to coś więcej niż tylko dziecięca nadruchliwość. Dlatego na każdej mszy szkolnej siadam obok niego i pomalutku wyjaśniam poszczególne elementy mszy, bo tylko w tedy w miarę jest skoncentrowany. Ostatnio mnie zaskoczył swoim spostrzeżeniem...
- prose pani, prose pani ... zaraz ksiądz wyciągnie Pana Jezusa z sejfu ... - powiedział na cały głos, ku uciesze wszystkich zgromadzonych w świątyni, gdy kapłan odwrócił się w stronę tabernakulum.
I choć minęło kilka dni od tego zdarzenia nadal słyszę jego głos, a przez umysł przebiega mi sto tysięcy rożnych myśli dotyczących MIŁOŚCI. Nie umiem je pozbierać w jedną całość, więc będzie troszkę chaotycznie.
***
WIELKA MIŁOŚĆ ... pozwoliła człowiekowi zamknąć się w małym pudełeczku, w sejfie ... po co, dlaczego? Czyżby człowiek był tak mocny, że może ją uchronić przed profanacją?
POKORA BOGA ...??? Człowiek broniąc miłości jest w stanie zabić tych, którzy jej zagrażają. I w ręce takiego człowieka Bóg Ojciec oddaje swojego Syna!!! Gdzież ja bym oddała swoje dzieci pod opiekę osób nieodpowiedzialnych. Skąd więc ta wiara Boga w człowieka?
To pytanie dopiero zakiełkowało we mnie. Nie umiem na razie na nie jednoznacznie odpowiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz