Dziwną, a zarazem niesamowitą mam relację z pewnym młodym gniewnym z VI klasy szkoły podstawowej. Już od dwóch lat otwarcie mówi, że do Kościoła nie będzie chodził, bo tam są same nudy i równocześnie zadaje ciekawe pytania, które sprowadzają katechezę na tory, które najbardziej lubię. Ostatnio zapytał mnie o zdanie na temat masturbacji. Dziewczynki zapłonęły, a reszta chłopaków nadstawiła uszy jak nigdy dotąd do słuchania. Pomyślałam sobie w duchu, że takiej otwartości na słuchanie nie mogę stracić. Szukaliśmy wspólnie odpowiedzi na jego pytanie, aż na końcu jeden z chłopców wypowiedział swoje zdanie:
na to rykoszetem, godnym mistrzyni świata, małe i niepozorne dziewczę powiedziało spokojnym, cichym głosem:
- ja tam wolę, by dzieci rodziły się z MIŁOŚCI, a nie z gwałtu, który jest owocem złego zrozumienia tych spraw...
Po tych słowach nastała w klasie CISZA.
PS.
Uwielbiam takie katechezy!!!!!!
Zobaczymy, co z tego wyniknie, a może.... nie zobaczę, gdyż tak często bywa, że jeden sieje, inny zbiera, a jeszcze kto inny spożywa owoce dawno zasiane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz